wieczór wczorajszy upłynął Rudej na pracach dla siebie...starość dopadła, w plecach coś strzyka to trzeba termofor zakupić...a termofor nudny, gumowy...to kubraczek coby weselej się Rude rozgrzewało...i powstał i cieszy i grzeje ....
Dorotka stałym gościem PRZESZYWALNI jest...wpada, coś przymierzy, coś przywiezie, coś do przeszycia da...a z tego co zostawi, takie cuda Maciejowa kolorowa robi ...
Dorotkowe...kocham tę bluzkę-powiada, ale nudna taka...nudy już nie ma ...każdy za takimi plecami się obejrzy, a jak już się obejrzy to i pobiegnie i dogoni i zapyta...skąd cudo takie ;)
cośmy z Maciejową się zębami nazgrzytały przy tym "cudzie" Dorotkowym....to tylko my wiemy...dziwne toto było nawet jak dla nas...ale, czary mary hokus pokus, była nędza a jest "krokus" (głowy do rymów dziś nie ma ;)...
elektryzujący berecik dla Bartoliniego zrobiony...odblask na ulicy musi być
a tu uprasza się o nie wyśmiewanie stwórcy tego "dzieła"...Rude Maciejowej pozazdrościło i uciekło cichaczem do malowalni, farbek popróbować...wróciło skruszone z mocnym postanowieniem, że malowanie nie dla Niej... fotografować woli, pisać i aplikacje tworzyć...i niech tak zostanie, bo bluzeczek szkoda ...
Dorotowe znów zmienione....apliakcja znienawidzona była .... szast prast i jest coś innego ...
mały akcencik, a wesoło na torebuni się zrobiło...
a na koniec prezentacji dzisiejszej...coś co Rude zrobiło dla siebie...aby klucze do PRZESZYWALNI oryginalnie się prezentowały... i się prezentują, czy oryginalnie?...rzecz gustu...Rude się cieszy i to najważniejsze ...